Forum Teozofia.pl - nowa domena Strona Główna

 Jak rozpoznać wewnętrzny głos "Ja"
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
imagineering




Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 36
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Poznań

PostWysłany: Śro 14:40, 28 Maj 2008    Temat postu:

Jeżeli ktoś jest otwarty nie tylko na teoretyzowanie, a także na osobiste doświadczenie, to zapraszam na spotkanie 20-22 czerwca 2008 do Boduszewa k/Poznania
[link widoczny dla zalogowanych]

Jest to otwarte spotkanie fenomenologiczne.
Będziemy doświadczać różnymi metodami, technikami.
Bez teoretyzowania.
Myślę, że każdy, kto się otworzy, doświadczy własnego JA. Dosłownie.
Proszę o zgłoszenia na maila: [link widoczny dla zalogowanych]

Zasady:
Każdy bierze to i tyle ile potrzebuje.
Wyrównuje tyle ile czuje. Tak, by mógł każdemu powiedzieć patrząc w oczy "jesteśmy kwita" (nic nie jestem Ci winien).
Zapraszam

Warsztaty nie są organizowane przez Towarzystwo Teozoficzne.
To indywidualna inicjatywa.


Ostatnio zmieniony przez imagineering dnia Śro 14:42, 28 Maj 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
aron




Dołączył: 28 Kwi 2008
Posty: 16
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Śro 15:50, 28 Maj 2008    Temat postu:

Kasia napisał:
Przeczytałam w jakieść książce że umysł zawsze werbalizuje. Możesz znać słowa, język, ale to nie jest myślenie. Wręcz przeciwnie - jest to ucieczka od myślenia. Widzimy kwiat i werbalizujemy to, widzimy człowieka idącego ulicą i werbalizujemy to. Umysł potrafi zamienić każde egzystencjalne zdarzenie w słowa. I słowa stają się barierą, więzieniem.


Właśnie przeedytowałem swoją ostatnią wiadomość, trochę dodałem, więc możesz ją przeczytać jeszcze raz.
A jesli chodzi o werbalizacje i słowa, to oczywiście częściowo tak jest. Kojarzy mi się to z naukami Krishnamurti. Czasami tak jest, bo zwykle chodzą nam po głowie te same stare myśli. Wszystko co nowe porównujemy z tym co już znamy, szukamy punktów odniesienia.
Czasem można też mieć poczucie, że nie potrafimy wyrazić słowami jakiejś ideii, lub tego co czujemy. Poza tym pod określonymi słowami ludzie różne rzeczy rozumieją. Rzeczywiście słowa mogą stać się barierą i więzieniem szczególnie, że przeważnie ludzie lubią "etykietki". Myślą schematami, bo to łatwe i nie wymaga wysiłku.
Ale jest druga strona medalu.
Kasia napisał:

Możesz znać słowa, język, ale to nie jest myślenie. Wręcz przeciwnie - jest to ucieczka od myślenia.

Jeszcze raz ten cytat, bo jest dobry. Chodzi o to, aby myślenie było otwarte, świerze, żywe. To zależy od naszych sił poznawczych, sił myślenia, które możemy w sobie stale rozwijać. I tak powinniśmy robić, bo to dzięki myśleniu poznajemy świat i rozumiemy go. Kiedy medytujesz i przestają ci chasać po głowie myśli, słowa wtedy właśnie tworzysz przestrzeń, w którą twój duch wlewa nowe, świerze myślenie. Jednocześnie zwalniasz umysł i dajesz mu siłę na przyjęcie tego co schodzi "z góry". Trzeba właśnie odróżnić zwykły monolog jaki ciągle mamy w głowie, paplaninę starych myśli od myślenia, jako naszej aktywności wypełnionej świadomością i wolą, kiedy staramy się pojąć coś czego dotychczas jeszcze nie rozumieliśmy. Czasami towarzyszy temu wielki wysiłek Smile. Ale czujemy jak nasze granice poznania się poszerzają, kiedy pojawia się nowe rozumienie. To rozumienie przychodzi z góry, w ciszy. Bo kiedy mocno się nad czymś zastanawiamy, szukając rozwiązania to właśnie przeżywamy co chwila momenty ciszy umysłu. To jest jak kontemplacja. Rytm. Na przemian kilka myśli i cisza.

I tu dotarłem właśnie do medytacji. Medytacja "na pustkę" to jedna forma. Inną dopełniającą formą jest medytacja nad jakimś pojęciem, ideą, treścią medytacyjną np. z Biblii, czy "Głosu ciszy". Powtarzamy treść, a potem stwarzamy przestrzeń w umyśle, aby mogło do nas napłynąć z góry nowe rozumienie.
Jeśli chodzi o poznanie Wyższego Ja to taką treścią medytacyjną może być "Ja jestem". W tym wyrażamy siebie jako istota duchowa.

Co do medytacji i ćwiczeń polecam książki z tematu:
http://www.teozofia.fora.pl/czesc-praktyczna,5/praktyczne-poradniki-instrukcje-kursy-ksiazka-lub-net,64.html
Powrót do góry
Zobacz profil autora
imagineering




Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 36
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Poznań

PostWysłany: Pon 16:42, 02 Cze 2008    Temat postu:

Medytacja to osiągnięcie spokoju - pustki
Będąc w pustce, skierowanie uwagi w jakimś kierunku to kontemplacja.
Wtedy dostrzegamy "istotę rzeczy, substancję".

Można to robić godzinami, a można tego doświadczyć, a następnie "przywołać" ten stan (tak, jak przywołuje się łzy, czy śmiech).
A dalej?
można żyć w tym stanie 24h.
Widząc zarówno naszą "uzgodnioną" rzeczywistość, jak i sedno rzeczy. Jednocześnie.
Tylko po co o tym pisać, móżdżyć?
Nie lepiej doświadczyć?

uczeń nigdy nie zostanie Mistrzem, bo się uczy i nie patrzy.
Mistrz nigdy nie był uczniem, bo widzi.


Ostatnio zmieniony przez imagineering dnia Pon 16:44, 02 Cze 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
aron




Dołączył: 28 Kwi 2008
Posty: 16
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 10:37, 05 Cze 2008    Temat postu:

imagineering napisał:

uczeń nigdy nie zostanie Mistrzem, bo się uczy i nie patrzy.
Mistrz nigdy nie był uczniem, bo widzi.

Ale co z tego wynika praktycznego?
Może wyjaśnisz...

Wiele osób właśnie uczy się medytować i stopniowo pogłębia swoją praktykę. Może ktoś już się urodzić bardzo utalentowany pod tym względem, ale nawet jeśli ktoś doznaje oświecenia to nie zapominajmy, że być może nie jedno życie się rozwijał żeby dojść do tego stanu. Poza tym czym jest to oświecenie. Bo chyba do tego nawiązujesz? To pojęcie jest raczej z buddyjskiej tradycji i zen. W teozofii raczej się z nim nie spotkałem. Nie wiem jak je przełożyć na stopnie wtajemniczenia. W teozofii w ogóle dąży się do stałego rozwoju, a ćwiczenia medytacyjne i inne rozwiają w człowieku poznanie i osobowość.


Ostatnio zmieniony przez aron dnia Czw 10:43, 05 Cze 2008, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
imagineering




Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 36
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Poznań

PostWysłany: Czw 11:29, 05 Cze 2008    Temat postu:

w tej sentencji zawarte jest wszystko. nie wiem co wyjaśniać.
Ale jak chcesz to popiszę...Smile

Medytacja jest tylko środkiem, narzędziem do... no właśnie do czego?
Budda siedział 6 lat twarzą do ściany i medytował. Po co? szukał spokoju... jakiego spokoju? takiego jak niemowlę przy piersi matki. = Budda szukał matki. Ci co medytują też.

Różne są szkoły, teorie, metody. Każda z nich jest tylko wizualizacją, drogą jednego człowieka. Naśladując go, nigdzie nie dojdziesz.
Znajdź swoje JA, swojego Mistrza w sobie, a znajdziesz swoją drogę.
Tego trzeba doświadczyć, nie da się tego nauczyć.

Najczęściej "oświecenie" następuje poprzez ekstremalne doświadczenie.
Arnold Mindell twierdzi, że każdy człowiek, czasem minutę przed śmiercią tego doznaje.
W moim przypadku był to zawał. NIC nie miało wartości. dotychczasowe życie, wykształcenie, żona, kochanka, majątek, wspomnienia.
Tylko jedna myśl - ŻYJĘ.
Wtedy zacząłem widzieć.
Oczywiście sięgnąłem po książki, ale po jakimś czasie przestałem czytać. To bez sensu. Tak samo jak ćwiczenia fizyczne są niepotrzebne, by poczuć swoje ciało, znaleźć w nim swoje JA.

Nie jestem jedyny na świecie. Inni też tego doznali. Dziś można doświadczać bez zawału, czy wylewu.
Z jakiej jestem szkoły? z żadnej. To kwestia postawy.
Najwyżej mogę powiedzieć o sobie, że jestem fenomenologiem. A to nie szkoła, tylko filozoficzna metoda poznania, stosowana przez teozofów.
Na początek trzeba stworzyć środowisko, przestrzeń, by COŚ się mogło pokazać. Gdy widzisz cel, nie zobaczysz już nic więcej.

Przyjedź do Boduszewa choć na dzień od 20-22 czerwca. Doświadczysz i będziesz widział (nie od razu, najpierw będziesz walczył ze swoim umysłem, który wielu rzeczy nie przyjmuje, ale zaprzeczyć nie może)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kasia




Dołączył: 15 Mar 2007
Posty: 30
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pią 8:58, 27 Cze 2008    Temat postu:

Jiddu KRISHNAMURTI napisal o medytacji tak:
"W przestrzeni, którą myśl stwarza wokół siebie, nie ma miłości. Ta przestrzeń oddziela człowieka od człowieka, w niej jest wszystko, co się staje, bitwa życia, udręka i lęk. Medytacja to zanik tej przestrzeni, zanik "ja". Związek nabiera wówczas zupełnie innego sensu, ponieważ w tej przestrzeni, która nie jest tworem myśli, inny nie istnieje, gdyż ty nie istniejesz.
Medytacja nie jest więc dążeniem do osiągnięcia jakiejś uświęconej przez tradycję wizji. Jest ona raczej bezkresną przestrzenią, do której myśl nie ma wstępu. Mała przestrzeń stworzona przez myśl wokół niej samej, będąca moim "ja", jest dla nas nadzwyczaj ważna, gdyż jest to wszystko, co umysł zna, utożsamiając się ze wszystkim, co się w tej przestrzeni znajduje. W niej rodzi się lęk przed nieistnieniem. Gdy jednak to rozumiemy, to w medytacji umysł wejść może w taki wymiar przestrzeni, w którym działanie jest nie-działaniem.
Nie wiemy, czym jest miłość, bowiem w przestrzeni stworzonej przez myśl wokół siebie jako moje "ja", miłość jest konfliktem pomiędzy "ja" a "nie-ja". Ten konflikt, ta udręka nie jest miłością. Myśl jest samym zaprzeczeniem miłości i nie może wejść w tę przestrzeń, gdzie "ja" nie istnieje. W tej przestrzeni jest to błogosławieństwo, którego człowiek szuka i nie może znaleźć. Szuka go w granicach myśli, myśl zaś niszczy ekstazę tego błogosławieństwa".
"Medytacja to jedna z najniezwyklejszych rzeczy i jeśli nie wiesz, czym ona jest, jesteś niczym ślepiec w świecie żywych barw, cieni i ruchomych świateł. Nie jest ona sprawą intelektu, ale gdy serce wnika do umysłu, umysł zupełnie się przeobraża; staje się wówczas naprawdę nieograniczony, nie tylko w swej zdolności do myślenia, do sprawnego działania, ale również w poczuciu życia w tej rozległej przestrzeni, gdzie jesteś częścią wszystkiego.
Medytacja jest ruchem miłości. Nie jest to miłość jednej czy wielu osób. Jest niczym woda, którą każdy może pić, ze złotego czy glinianego dzbana; jest niewyczerpalna. I dzieje się coś dziwnego, czego nie da się wywołać narkotykiem czy autohipnozą: jest to tak, jak gdyby umysł wniknął sam w siebie, zaczynając od powierzchni i przenikając wciąż głębiej, aż głębia i wysokość tracą swe sensy i nikną wszelkiego rodzaju porównania. W tym stanie panuje zupełny spokój - nie zadowolenie płynące z zaspokojenia - ale spokój, który znamionują ład, piękno i intensywność. To wszystko można zniszczyć, tak jak można zniszczyć kwiat, a jednak z powodu samej swej bezbronności jest niezniszczalne. Medytacji tej nie można nauczyć się od kogoś innego. Musisz zacząć niczego o niej nie wiedząc i postępować od prostoty ducha do prostoty ducha.
Gleba, w której medytujący umysł może zacząć, jest glebą codziennego życia, walki, bólu i chwilowych radości. Tam musi rozpocząć, zaprowadzić ład i stamtąd ruszać bez końca. Jeśli jednak interesuje cię tylko zaprowadzanie ładu, wówczas sam ten ład wytworzy swe własne ograniczenia, a umysł będzie jego więźniem. W całym tym ruchu musisz jakoś zacząć z innego końca, z drugiego brzegu, a nie troszczyć się nieustannie o ten brzeg albo o to, jak przebyć rzekę. Musisz rzucić się w wodę nie wiedząc jak pływać. A piękno medytacji polega na tym, że nigdy nie wiesz gdzie jesteś, dokąd zmierzasz, czym jest kres".
De Mello w swojej książce "Przebudzenie" pisal żeby spojrzeć na człowieka którego znamy od lat, tak jakby sie go widziało po raz pierwszy "spojrzeć w świeżości chwili". Tak samo jest w medytacji. Nie ma nic przed, nie bedzie nic po. Tylko Ta Chwila i spokój jak przy piersi matki.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
aron




Dołączył: 28 Kwi 2008
Posty: 16
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Wto 14:42, 29 Lip 2008    Temat postu:

Kasia napisał:
Jiddu KRISHNAMURTI napisal o medytacji tak:
"W przestrzeni, którą myśl stwarza wokół siebie, nie ma miłości. Ta przestrzeń oddziela człowieka od człowieka, w niej jest wszystko, co się staje, bitwa życia, udręka i lęk. Medytacja to zanik tej przestrzeni, zanik "ja". Związek nabiera wówczas zupełnie innego sensu, ponieważ w tej przestrzeni, która nie jest tworem myśli, inny nie istnieje, gdyż ty nie istniejesz.
Medytacja nie jest więc dążeniem do osiągnięcia jakiejś uświęconej przez tradycję wizji. Jest ona raczej bezkresną przestrzenią, do której myśl nie ma wstępu. Mała przestrzeń stworzona przez myśl wokół niej samej, będąca moim "ja", jest dla nas nadzwyczaj ważna, gdyż jest to wszystko, co umysł zna, utożsamiając się ze wszystkim, co się w tej przestrzeni znajduje. W niej rodzi się lęk przed nieistnieniem. Gdy jednak to rozumiemy, to w medytacji umysł wejść może w taki wymiar przestrzeni, w którym działanie jest nie-działaniem.
Nie wiemy, czym jest miłość, bowiem w przestrzeni stworzonej przez myśl wokół siebie jako moje "ja", miłość jest konfliktem pomiędzy "ja" a "nie-ja". Ten konflikt, ta udręka nie jest miłością. Myśl jest samym zaprzeczeniem miłości i nie może wejść w tę przestrzeń, gdzie "ja" nie istnieje. W tej przestrzeni jest to błogosławieństwo, którego człowiek szuka i nie może znaleźć. Szuka go w granicach myśli, myśl zaś niszczy ekstazę tego błogosławieństwa".
"Medytacja to jedna z najniezwyklejszych rzeczy i jeśli nie wiesz, czym ona jest, jesteś niczym ślepiec w świecie żywych barw, cieni i ruchomych świateł. Nie jest ona sprawą intelektu, ale gdy serce wnika do umysłu, umysł zupełnie się przeobraża; staje się wówczas naprawdę nieograniczony, nie tylko w swej zdolności do myślenia, do sprawnego działania, ale również w poczuciu życia w tej rozległej przestrzeni, gdzie jesteś częścią wszystkiego.

Zacznę od tego, że tak naprawdę to wydaje mi się, że definiowanie medytacji zawsze będzie nieprecyzyjne. Tak jak nie można w ostrych granicach powiedzieć, co to jest taniec. W końcu można tańczyć z muzyką, bez muzyki, w rytmie, bez rytmu, dla przyjemności, dla uzyskania transu itp. itd. Ale to nie ważne, bo komuś kto tańczy nie potrzebne są żadne definicje. Podobnie jak artyście nie potrzebne są definicje sztuki. Ani człowiekowi przeżywającemu piękno definicje piękna.


Ale chcę się odnieść do cytatu Jiddu KRISHNAMURTI. I dlatego pisałem o definicjach, bo uważam że można różne doświadczenia nazwać medytacją. Ale w sumie chodzi o to co się przeżywa. Dla mnie jasne jest że jeśli medytuję nad jakąś ideą np. "miłość" to jestem w stanie przeżywać uczucie miłości pod wpływem tej idei. Uważam, że to właśnie przeżywanie idei poszerza nasze granice świadomości. Medytacja zresztą nie musi być jakimś zanurzaniem się we własnych emocjach. Może być zanurzeniem się w idei aby wydobyć z niej nowe znaczenie, rozumienie. I zupełnie nie zgodzę się z KRISHNAMURTI, że medytacja to zanik ja. Może zanik niższego ja, czyli ego, ale nie zanik nas, naszego wyższego ja. Nie chodzi przecież o unicestwienie siebie, ale o przyjęcie w siebie nowych treści, czy innej istoty, bez zniekształceń dokonywanych przez nasze ego. W takim sensie medytując stajemy się niejako inną istotą przeżywając ją tak jak ona sama siebie przeżywa, doświadcza. Oczywiście można też ją poznawać z różnych innych punktów widzenia.

Z całym szacunkiem dla KRISHNAMURTI, mam wrażenie, że wypowiadając się o medytacji dokonuje on wielkiego uogólnienia, opisując jedynie fragmenty ludzkich możliwości poznawczych, możliwości przeżywania świata. Polecam ci studiowanie wcześniej wspomnianych pozycji Steinera. Gdyż jest to zupełnie inne podejście. I prowadzi do innych doświadczeń. Które ci bardziej odpowiadać będzie to już twoja sprawa. Jednak zachęcam poznawanie różnych punktów widzenia. Problem z takim podejściem jak ma KRISHNAMURTI, czy jak imagineering, polega na tym, że poza opisywaniem swoich subiektywnych doznań nie potrafią oni przekazać innym swoich doświadczeń, doznań. Czy po przeczytaniu KRISHNAMURTI byłaś w stanie przeżyć to co on, czy tylko zapożyczyłaś jego poglądy. W ogóle KRISHNAMURTI nie jest w głównym nurcie teozofii (chociaż to moja subiektywna klasyfikacja). Jak dla mnie teozofia to przede wszystkim nurt związany z rozwojem siebie i swoich zdolności poznawczych poprzez medytacje. Idąc za KRISHNAMURTI nie rozwiniesz w sobie zdolności poznawczych jakie można posiąść rozwijając czakramy, idąc ścieżką "wtajemniczeń". Jak długo można zachwycać się pięknem kwiatka? Jak długo przeżywanie tych doznań, które daje nam piękno nas wzbogaca. Czy w końcu nie jest tylko przyjemnością?
Naturalne dla człowieka jest, że chce poznać otaczający go świat, a tego nie dokona bez myślenia. Jednak przy tym trzeba podkreślić, że myślenie jednego człowieka nie równa się myśleniu innego człowieka. Ludzie mają różną siłę, możliwości poznawcze.

Myśl nie ma zastąpić miłości, ale ją dopełniać. Ale to przecież nie jest argument za bezmyślnością. Żyjąc bez myślenia byli byśmy po prostu głupcami.

Ziemia ma być kosmosem miłości i mądrości, a nie samej miłości.

Przemyśl sobie, przemedytuj, czy w ogóle miłość w człowieku może się zrodzić bez jakiejkolwiek myśli?

"Nie wiemy, czym jest miłość, bowiem w przestrzeni stworzonej przez myśl wokół siebie jako moje "ja", miłość jest konfliktem pomiędzy "ja" a "nie-ja""

Może KRISHNAMURTI kocha jakoś inaczej. Smile Dla mnie miłość to stworzenie w sobie miejsca dla innej istoty. W ten sposób moje ja nie zanika (choć zanika moje ego, niższe ja). Wręcz przeciwnie czuję, że w ten sposób się "poszerzam" swoje granice, dodaję coś do siebie. Jednocześnie dając coś z siebie.

Jiddu KRISHNAMURTI ucieka od myślenia nie znajdując w nim możliwości połączenia duchowego z inną istotą. Steiner właśnie w myśleniu, w jego wyższej formie, takie połączenie znajduje. Właśnie w myśleniu poznawane i poznający dla niego stają się jednością. Jak dla mnie jasne jest, że Jiddu KRISHNAMURTI nie wzniósł się do tego stopnia poznawczego co Steiner, dlatego to co opisuje to tylko jego subiektywne, fragmentaryczne postrzeganie świata.


Ostatnio zmieniony przez aron dnia Wto 14:49, 29 Lip 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
prajn
Administrator



Dołączył: 28 Gru 2005
Posty: 118
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Wto 23:11, 29 Lip 2008    Temat postu:

aron napisał:
W ogóle KRISHNAMURTI nie jest w głównym nurcie teozofii (chociaż to moja subiektywna klasyfikacja).


Dla niektorych teozofow Krishnamurti zboczyl w pewnym momencie z sciezki...zwrocie uwage, ze tylko jego wczesne publikacje sa uwazane za literature teozoficzna, oczywiscie w zadnym wypadku nie chce przez to powiedziec ,ze literatura nie teozoficzna jest zla czy gorsza.

Sam oceny jak narazie do konca na jego temat nie mam, nie zapoznalem sie dostatecznie dobrze z jego pracami.

Napewno "U stop Mistrza" - Jest bardzo cenna pozycja, ktora polecam kazdemu.

Odsylam do tego arytkulu:
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez prajn dnia Wto 23:17, 29 Lip 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
angelo




Dołączył: 05 Lip 2007
Posty: 18
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 11:20, 04 Wrz 2008    Temat postu:

Ciekawa jest książka "Wewnętrzna Droga. Wydanie zbiorowe. Prachrześcijańskie otwieranie świadomości - Stopnie podstawowe - Wielkie kosmiczne nauki Jezusa z Nazaretu",pozwalająca też na nawiązanie kontaktu z naszym wewnętrznym Ja i nie tylko.

[link widoczny dla zalogowanych]

"Pójdźcie za Mną" - powiedział Jezus z Nazaretu. Jasne wezwanie, które jednocześnie rodzi pytanie: Jak możemy to dzisiaj, na progu XXI wieku, wprowadzić w czyn? Duch Chrystusa Bożego naucza w Życiu Uniwersalnym Wewnętrznej Drogi..

.[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kasia




Dołączył: 15 Mar 2007
Posty: 30
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pon 17:39, 15 Gru 2008    Temat postu:

Mówimy słowami, myślimy obrazami. Na słowo "miłość" - każdy z nas ma inny obraz. Dla jednych będzie to uczucie między dwojgiem ludzi, dla drugich -akt, dla jeszcze innych miłość matczyna do dziecka itd. Mam wrażenie ze duchowe tematy, które tu poruszamy, bardzo trudno jest opisać, trudno jest dobrać słowa. Bo jak opisać stan w którym człowiek znajduje sie w trakcie medytacji. Chodzi mi o to ze nigdy nie wiesz kto jakim "słowem" trafi do ciebie. Może to być słowo, może to być również doświadczenie. Ale do tego potrzebny jest drugi człowiek. I nie ważne jaką drogę obrał, nie ważne kim jest lub co robi, albo jakiego jest wyznania. Słyszałam że najcenniejsze lekcje dostajemy od ludzi których nie lubimy lub nie tolerujemy, bo to oni powodują, że czujemy sie na tyle żle ze chcemy zmienić ten stan i szukamy rozwiązania, nowej drogi.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Teozofia.pl - nowa domena Strona Główna -> Rozmowy ogólne Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
gBlue v1.3 // Theme created by Sopel & Programosy
Regulamin