Forum Teozofia.pl - nowa domena Strona Główna

 Księżycowa madame - wszystko PRAWDĄ ?

Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Jaroslaw24
Administrator



Dołączył: 11 Lis 2006
Posty: 28
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Bydgoszcz/Toruń

PostWysłany: Pią 17:51, 01 Sie 2008    Temat postu: Księżycowa madame - wszystko PRAWDĄ ?

Fragment http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_060520/plus_minus_a_17.html

Cytat:
Księżycowa madame

Wniosek? Ci, którzy dziś załamują ręce nad ekscytacją gawiedzi, jeżdżącej z zaczytanym egzemplarzem "Kodu Leonarda da Vinci" od Luwru do Watykanu i z powrotem, winni raczej wypić relaksującą herbatę i zapoznać się choćby z tym fragmentem książki Stoczkowskiego, w którym opisuje on działalność Towarzystwa Teofizycznego założonego 130 lat temu w Nowym Jorku przez Helenę Pietrowną Bławatską i Henry'ego Olcotta. Liczące po dwa tysiące stron dzieła madame Bławatskiej "Izyda odsłonięta" oraz "Doktryna tajemna" - absolutne hity wydawnicze przełomu wieków XIX i XX - są szczelnie wypełnione idiotyzmami, przy których koncepcje Dana Browna wydają się nosić znamiona habilitacji.

I tak oto - człowieka fizycznego stworzyli do spółki mieszkający na Księżycu Demiurgowie Niżsi oraz Aniołowie Solarni, którzy wyposażyli go w ducha. Historia ludzkości podzielona jest na ery siedmiu ras (my jesteśmy piątą podrasą rasy piątej, a za kilka wieków zastąpi nas szósta), z których każda ginie w straszliwych męczarniach, by zrobić miejsce następnej, doskonalszej. Bławatska wiele ciepłych myśli poświęca Atlantydzie. Jej następcy przekonują, że biblijni Giganci to tak naprawdę kosmici, a Arka Przymierza - wielki elektryczny kondensator. Wszystkie pisma Bławatskiej dyktowali jej Mahatmowie, których szef, Pan Świata, mieszkał w tajnym mieście Shambalah, gdzieś na pustyni Gobi.

Najciekawsze jest zaś to, że w opowieści Bławatskiej uwierzyły setki tysięcy ludzi. Strach pomyśleć, jaką siłę rażenia miałaby ta ideologia w dobie mass mediów, skoro w XIX wieku loże Towarzystwa Teofizycznego i tak powstawały praktycznie na całym świecie. Z teozofią ochoczo zapoznawali się pisarze (George W. Russel, William Buttler Yeats), politycy (wiceprezydent USA Henry Wallace, Gandhi), malarze (Mondrian). Jeszcze większą liczbę zwolenników zapewniły teozofii lekkie przeróbki następców madame, którzy wprowadzili do zawiłych dzieł swojej mistrzyni liczne wątki erotyczne oraz sensacyjne. I - jak się wydaje - w ten właśnie sposób narodził się współczesny przepis na to, jak sprzedać ludziom każdy możliwy idiotyzm, na którym oparli się Erich Däniken, Dan Brown i setki im podobnych twórców.


Pytanie do was czy wszystko w tym tekście jest prawdą, nie subiektywne opinie, ale to co pisała Bławatska
np.

    my jesteśmy piątą podrasą rasy piątej, a za kilka wieków zastąpi nas szósta), z których każda ginie w straszliwych męczarniach, by zrobić miejsce następnej, doskonalszej. Question

    Jeszcze większą liczbę zwolenników zapewniły teozofii lekkie przeróbki następców madame, którzy wprowadzili do zawiłych dzieł swojej mistrzyni liczne wątki erotyczne oraz sensacyjne Idea
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jaroslaw24
Administrator



Dołączył: 11 Lis 2006
Posty: 28
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Bydgoszcz/Toruń

PostWysłany: Pią 18:05, 01 Sie 2008    Temat postu:

i jeszcze inny tekst, księdza:

http://www.ultramontes.pl/wielkie_bankructwo_ii_4.htm

Cytat:
Helena Bławacka urodziła się w Ekaterynosławiu r. 1831, z ojca Piotra von Hahn, kapitana artylerii, i matki powieściopisarki, z domu Fadiejew, zwanej ruskim George Sand'em (4). Od dzieciństwa okazywała niepospolite zdolności i otrzymała wykształcenie dość wielostronne, ale niesystematyczne i powierzchowne. W 17-ym roku życia wyszła za mąż, za trzy razy od siebie starszego vice-gubernatora Erywanu, Bławackiego, nie czując do niego najmniejszego przywiązania, czego jakoby nie omieszkała oznajmić mu przed ślubem. Wkrótce opuściwszy męża, osiadła w Mingrelii, gdzie trudniła się sprzedażą drzewa, służącego do wyrobów zbytkowych; następnie w Odessie utrzymywała się z wyrobu sztucznych kwiatów. Niespodziewanie, nie zawiadomiwszy nikogo z rodziny i znajomych, znikła z Odessy i rozpoczęła swoje życie tułacze, gorączkowe, pracowite i tajemnicze, którego nie zmieniła do śmierci. "Bez środków pieniężnych i bez protekcji", jak mówi rodzona jej siostra i biografka Wiera Żelichowska (5), bawiła w Grecji i Egipcie, następnie przeniosła się do Indii, gdzie poznawszy się z podobnym do niej zwolennikiem przygód, Olcottem, miała się udać w jego towarzystwie do Tybetu i tam, według własnych jej opowiadań, przyjętą została jako Chela (wym. czela), tj. uczennica do "wielkiego bractwa Mahatmas'ów" czyli "wtajemniczonych" myślicieli, posiadających klucz do rozwiązania wszystkich zagadnień świata, oraz różne cudowne przymioty. Do liczby tych ostatnich ma należeć przede wszystkim władza zjawiania się duchowo w miejscach bardzo nawet odległych od tego, w którym się znajdują w danej chwili ich ciała. Władzę tę jedni teozofowie nazywają "telepatią", inni objawem "formy astralnej".

Po dziesięciu latach wędrówki, z których siedem miała spędzić na studiach u tybetańskich pół-bogów, Bławacka, powróciwszy do Rosji, odwiedziła rodzinę swą w Pskowie i tu zadziwiała swymi magnetyczno-mediumicznymi zdolnościami. Wywoływała jakoby duchy własnych przodków, "mężnych Hahn-Hahn von Rotterhahn'ów", odkryć miała jakiegoś mordercę, którego bezskutecznie szukała policja, odnajdowała przedmioty zgubione przed wielu laty itp. Niezadługo wszakże wróciła znowu do Indii, skąd udała się na dłuższy pobyt do Nowego Yorku, i tu z Olcott'em w r. 1875 założyła "Towarzystwo teozoficzne", rozgałęzione wkrótce w Indiach, Londynie i Paryżu. Umarła w maju 1891 roku w Londynie, gdzie zwłoki jej zostały przez teozofów spalone, a popioły zachowane w trzech urnach.

W działalności swej literackiej posługiwała się Bławacka niekiedy językiem swym rodzinnym, używając pseudonimu Radda-Baj; najwięcej jednak pisała po angielsku. Z pism jej ruskich znane są opowiadania: "Zagadkowe plemiona Gór Błękitnych" oraz "Z jaskiń i puszcz Indostanu", nacechowane niepospolitym talentem. Wiele w tych utworach jest oczywistej nieprawdy, ale i szczerej poezji niemało. W języku angielskim wydała: "The secret doctrine", "The voice of the silence", "Gems from the East" i "Glossary" czyli dykcjonarz swojej doktryny. Nadto była redaktorką angielskiego "Teozofisty" i "Lucifera", a prócz tego podpisywała się jako naczelna kierowniczka pism francuskich: "Le lotus bleu" i "La revue théosophique". Najgłośniejszą wszakże jej publikacją jest "Izyda odsłoniona" (Isis unveiled), z powodu której zwano ją niekiedy nowoczesną kapłanką Izydy (6). Ogromne to dzieło, w którym wykłada zagmatwany system swojej teozofii, miało być, jak głosiła sama, podyktowane jej duchowo, telepatycznie, w ciągu kilku miesięcy, przez największego mędrca na świecie, mahatmasa Moria, mieszkającego w lasach dziewiczych Tybetu, wówczas gdy Bławacka, pisząc tę księgę, była od niego oddalona o kilkaset mil (7). W samej rzeczy atoli "Izyda" jest pracowitą kompilacją, czymś w rodzaju ogromnego worka, w który założycielka Towarzystwa teozoficznego włożyła bezładnie całą osobistą swą wiedzę, rozległą wprawdzie, lecz chaotyczną i płytką. Są tam niekiedy i trafne uwagi samej Bławackiej, jest mnóstwo twierdzeń myślicieli starożytnych i nowoczesnych, ale i bredni wszelkiego rodzaju moc wielka. Oczywiście literatura spirytyzmu, okultyzmu i tym podobnych izmów uwzględniona jest w "Izydzie" bardzo obficie, teozofia bowiem w istocie swojej jest po prostu synonimem tych doktryn.

Zwolennicy teozofii nie szczędzili reklamy, by w oczach świata podnieść urok swojej mistrzyni. Zwano ją "najznakomitszą osobistością stulecia", "sfinksem nowych czasów", "założycielką wielkiej religii rozumu" i czarodziejką, umiejącą nawet stwarzać rzeczy z niczego. Lecz te piękne dni Aranjuezu w życiu końcowiekowej kapłanki Izydy trwały niezbyt długo. W roku 1884-ym rada angielskiego Towarzystwa badań psychologicznych wyznaczyła komisję dla osądzenia "cudów" Bławackiej i teozofów w ogóle. Komisja ta po zbadaniu rzeczy złożyła raport, który się kończy tymi słowami: "Pani Bławacka, osoba dużych zdolności, nie jest oczywiście uczennicą żadnych tajemniczych mędrców ani zwyczajną awanturnicą; sądzimy, że historia wyznaczy jej miejsce jako jednej z najprzebieglejszych, najdowcipniejszych i najciekawszych oszustek naszej epoki".

Warto w tym miejscu wspomnieć mimochodem, że ta powyższymi superlatywami odznaczona wirtuozka szalbierstwa, za godło swego życia podawała aforyzm: There is no religion higher than truth (Nie ma religii wyższej nad prawdę), i zdanie to kładła wszędzie, gdzie tylko się dało, nawet na kopertach prywatnych swych listów (Cool.

Po wyroku Towarzystwa badań psychologicznych, rozgłoszonym skwapliwie przez prasę, sama Bławacka urok swój i renomę uważała podobno za pogrzebane. Ale na świecie nigdy nie brakuje takich istot ludzkich, dla których prawda o tyle jest prawdą, o ile odpowiada ich życzeniom albo interesom. Ci, którym z tej lub owej przyczyny zależało wiele na powodzeniu teozofii, zwłaszcza wydawcy odpowiednich czasopism i książek, jak również wielu skompromitowanych naiwnych, poczęli głosić, że ich mistrzyni stała się ofiarą niecnego oszczerstwa, i osypali gradem potwarzy jej wrogów, to znaczy tych wszystkich, którzy się jej oszukać nie dali. Manewr ten oczywiście nie pozostał bez skutku. Bławacka odzyskała część sławy i wiary w siebie, ale przestała już być "dame aux phénomenes", zaniechała swych cudów, tłumacząc tę wstrzemięźliwość stopniowym w miarę lat upadkiem swej siły magnetyczno-astralnej.

Przypisy

(7) Facecją tą, nie wstydziła się nasza teozofka brać na fundusz nawet rodzonej swej siostry. "Piszę Izydę, donosiła jej pewnego razu ("Russ. Obozr." 1891, listop., str. 274), – nie piszę, ale raczej przepisuję to, co ona sama mi mówi. – – – Nie ja (!) to piszę, ale moje ego (!), tj. wyższy pierwiastek istniejący we mnie; czynię to zaś przy pomocy mojego Guru, mojego mistrza (bramina z Tybetu), który we wszystkim mnie wspiera. Jeżeli czegokolwiek zapomnę, dość mi jest zwrócić się myślą do niego lub do innego podobnego do niego mędrca, a w tej chwili przed oczyma moimi powstaje to, czegom zapomniała, niekiedy całe tablice cyfr albo długie szeregi wypadków. Oni wszystko pamiętają i wszystko wiedzą. Bez ich pomocy – skądże by się wzięła cała moja nauka?" – Ów mistrz Moria miał to być "mocny brunet cudnej urody z głębokimi przenikliwymi czarnymi oczyma". Gdy w r. 1882-im Bławacka zachorowała ciężko w Darjeelingu w Indiach północnych, uroczy ten mędrzec uniósł ją w sposób czarodziejski, zgoła jej nieznany, do siebie w góry Himalajskie i tam kilku magnetycznymi "passami" przywrócił jej zdrowie, pomimo że już była na pół nieżywa (l. c. str. 289, 290). Tego rodzaju kpinami karmieni byli ustawicznie abonenci "Teozofisty", "Lucyfera" i innych piśmideł wydawanych pod redakcją Bławackiej, Olcotta, Sinneta e tutti quanti; mimo to nie przestawali nadsyłać prenumeraty... Zaprawdę iszczą się literalnie słowa św. Pawia: "Będzie czas, gdy zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich pożądliwości nagromadzą sobie uczycielów, mając świerzbiące uszy, a od prawdyć słuchanie odwrócą a ku baśniom się obrócą" (2 Tym. 4, 3. 4). – Jak się teraz okazuje "teozofię" swoją skompilowała Bławacka z dwóch ksiąg tybetańskich (Kandżur i Tandżur), przetłumaczonych w części i opatrzonych komentarzami przez orientalistę Alexandra Kosmę Körös w Asiatic Researches (Kalkutta, 1836 r.). Zob. A. Chaboseau, Essai sur la philosophie bouddhique. Paris 1891, s. 97



Po porstu próbuję zobaczyć teozofię z 2 stron Smile

Szczegolnie zastanawiam sie tutaj nad prawdziowością ostatniego akapitu

A najgorsze że te książki są ciężko dostępne i nie ma ich w języku polskim, więc cięzko to zweryfikować Smile


Ostatnio zmieniony przez Jaroslaw24 dnia Pią 18:09, 01 Sie 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jaroslaw24
Administrator



Dołączył: 11 Lis 2006
Posty: 28
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Bydgoszcz/Toruń

PostWysłany: Pią 19:20, 01 Sie 2008    Temat postu:

Inny tekst o teozofii w Rosji, co nie znaczy że nie odnosi się do nas:

http://www.gnosis.art.pl/numery/gn04_bierdiajew_teozofia.htm

Kod:
tym współczesna teozofia podobna jest do współczesnej nauki, ale opisuje inne plany kosmosu, ujawnia bardziej głębokie warstwy. Problemy pochodzenia świata, sensu światowego procesu, nie tylko nie są rozwiązywane, ale nawet nie są stawiane we współczesnych książkach teozoficznych. Teozofia jest tylko opisem, z zewnątrz podobnym do nauki, i empiryczną wiedzą o budowie kosmosu i ewolucji kosmicznej. Nie jest zaś poznawaniem sensu, twórczym rozwiązaniem zagadki bytu. Sama nazwa „teozofia" okazuje się nie usprawiedliwiona, ponieważ nie ma w niej poznania Boga i nawet imię Boga rzadko jest wspominane we współczesnych pracach teozoficznych. W tym właśnie współczesna teozofia nie przypomina teozofii J. Boehmego i innych wielkich teozofów z dawnych czasów, którzy dysponowali mądrością Bożą i poznaniem Boga. Jeśli we współczesnej teozofii trudno znaleźć naukę o Bogu, to we współczesnej antropozofii nie mniej trudno znaleźć naukę o człowieku. Teozofia i antropozofia zajmują się nie Bogiem i człowiekiem, lecz kosmosem. Teozofia i antropozofia nie stawiają pytań na temat kosmicznej ewolucji, jej początku i końca, ponieważ kwestia kosmicznej ewolucji już jest dotknięciem problematyki Boga i człowieka. Ostatecznie teozofia zmuszona jest naturalistycznie ubóstwiać fakt kosmicznej ewolucji, nie mającej ani końca, ani początku, i wymaga od człowieka podporządkowania się niepojętemu procesowi. Los człowieka nie jest wyjaśniony w świetle poznania Boga - jest całkowicie zdominowany przez fakt poznania świata. Teozoficzna wiedza jest zbytnio zorientowana na naturalne nauki i wymaga jedynie rozszerzenia ich na inne plany bytu. Współczesna teozofia z szacunkiem odnosi się do nauki, ale prawie całkowicie ignoruje filozofię. Z nauk przyrodniczych zapożyczyła naiwny realizm. Teozofia nie ma swojej gnozeologii i bezkrytycznie korzysta z pojęć naiwnego realizmu gnozeologicznego. Z łatwością przekłada to, co nadprzyrodzone, na język przyrodzony i materializuje to, co duchowe. Rzadko ujawnia symboliczną naturę tego, co materialne. Wulgarne rozumienie świata jest całkowicie zarażone bezkrytycznym materializmem. Można powiedzieć, że jest to wiedza nietwórcza, opisowa, czysty empiryzm. Jest to więc w istocie nowa forma pozytywizmu. Teozofia daje eklektyczną syntezę odłamków dawnej wiedzy religijnej i nowej wiedzy naukowej. Patos teozofii sprzeciwia się subiektywizmowi i indywidualizmowi. Współczesny człowiek poszukuje w teozofii ratunku przed psychologizmem, samotnością, przypadkiem. Teozofia obiecuje dać człowiekowi dawną mądrość, wprowadzić w łańcuch światowej ewolucji i Bożej hierarchii bytów. Dla wielu teozofów jest to jedyny most, po którym mogą dojść do życia duchowego, mogą odejść od bezdusznego i bezsensownego życia współczesnego świata. Teozofia jest więc związana z wielkością i pada na nią odblask dawnej Bożej mądrości. A to nie może nie gorszyć. Zbyt wielkie są duchowe oczekiwania za naszych dni i zbyt opuszczony czuje się człowiek. Współczesny człowiek oderwał się od źródeł, a teozofia obiecuje kontakt z autentycznymi źródłami. Teozofia ostrożnie prowadzi współczesnego człowieka ku dawnym źródłom wiedzy, liczy się z nawykami jego myśli i lękiem przed wszystkim, co cudowne i katastroficzne. Rosnąca popularność teozofii nie jest przypadkowa, nie jest też modą - oznacza bowiem głęboki proces w duchowym życiu naszych czasów.


No prawdą jest że Teozofia nie jest czymś twórczym
Powrót do góry
Zobacz profil autora
prajn
Administrator



Dołączył: 28 Gru 2005
Posty: 118
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Sob 22:51, 09 Sie 2008    Temat postu:

Dobrze jest wszystko badac dogłębnie, a nie brac cos od razu za pewnik tylko dlatego ,ze napisal, powiedział to jeden z wielkich autorytetow Jezus czy Budda, najważniejsze jest wlasne doświadczenie.
Tak samo jest z teozofia na początku może się wydawac fantastyczna ( chodz sa ludzie którzy intuicyjnie wiedza – wynik poprzednich wcielen i „wieku” duszy) i można watpic, wtedy albo w ogóle się nie studiuje teozofii albo porzuca się studia po jakims czasie.
Jednak dzieki zastosowaniu sie do praw natury przedstawionych nam przez teozofie może zdobyc dowod potwierdzajacy te „fantastyczne” prawa i „dziwy” przez wlasne doświadczenia. Wtedy już mamy pewność i swego rodzaju wew.spokoj.
Co do pism które przytoczyles to uwazam ,ze sa krzywdzące i niesprawiedliwe.

Na szczescie dzis przynajmniej można otwarcie mowic o swoich pogladach i nie obawiac się „świętej” inkwizycji…

Czy teozofia jest tworcza ? A co rozumiesz przez slowo tworcza ? Jeśli objaśnianie praw natury dotad znanych tylko garstce ludzie można podczepic pod slowo tworcza to tak jest jak najbardziej tworcza.

Nie każdy dorosl żeby sobie teozofie przyswoic – to samo tyczy się wszystkich innych nauk ezoterycznych – Rozokrzyzowców , huny, kabaly.
A w wszystkim co nie zrozumiale człowiek zwykle widzi zagrozenie i stara się to zniszczyc...stad artykuly ktore przytaczasz.


Ostatnio zmieniony przez prajn dnia Sob 22:55, 09 Sie 2008, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Nolik




Dołączył: 06 Cze 2007
Posty: 11
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 11:25, 02 Paź 2008    Temat postu:

Nie czytałem doktryny tajemnej ale w "kluczu do teozofii", który znam bardzo dobrze, podobnych bzdur nie ma. Nie wydaje mi się możliwe by autorka tej drugiej książki była osobą, która wciska ludziom jakieś nonsensy.

Spora część dzieł HPB to po prostu duchowość. Dla kogoś dla kogo nie ma świata poza materią, reinkarnacja czy dewachan to zabobony nie lepsze od islamskiego czy azteckiego raju pełnego gołych dziewczyn.


Ostatnio zmieniony przez Nolik dnia Czw 11:26, 02 Paź 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
lukasz82




Dołączył: 15 Sty 2009
Posty: 6
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 1:59, 05 Lut 2009    Temat postu:

Musimy przyzwyczajać sie do tego gdy ktoś wyraża sie niepochlebnie o bardzo drogich dla nas prwadach lub wręcz naśmiewa sie z nich.Musimy stac niewzruszenie wobec tych niedorzeczności ,które ludzie wypowiadają.To także część naszej drogi,tak mi sie wydaje.
A ludzie tacy jak Bławacka lub inni którzy pisali bądz piszą na takie tematy są najbardziej narażeni na tego typu oszczerstwa.
Nawet teraz spróbujcie powiedziec komuś coś o okultyzmie lub teozofii,to myśle,że przez większość nie będziecie potraktowani poważnie.
Tak to wygląda,że musimy pielęgnowac to wszystko w sobie i nieść w milczeniu nasze prawdy.(ale to właśnie jest piękne).
Ja też ostatnio usłyszałem coś o Leadbeaterze,że to był "szarlatan i zboczeniec"(czy coś?)No właśnie,zna ktoś może dobrze jego biografie?(podobno kontrowersyjna)Oczywiście spodziewam sie ile jest w tym wszystkim prawdy:))
W każdym razie chyba wszyscy jetesmy narażeni,prędzej czy pózniej, na usłyszenie podobnych sensacji lub osczerstw,możliwe ,że też o nas.
Dlatego nie warto zaprzątac sobie głowy udowadnianiem komukolwiek czegokolwiek.Odpowiedni czas na zrozumienie przyjdzie dla wszystkich:))))
Powrót do góry
Zobacz profil autora
aron




Dołączył: 28 Kwi 2008
Posty: 16
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Śro 12:48, 15 Lip 2009    Temat postu:

Żeby wiedzieć co jest prawdą to trzeba by być wtajemniczonym. Ale Steiner w "Drodze do wtajemniczenia" też pisał o rozwoju planetarnym rasach itd. Można sobie wierzyć albo nie. Pełna dowolność. W sumie najważniejsze jest to co samemu jest się w stanie poznać. Ezoteryczne ścieżki rozwoju dochowego przynajmniej dają takie możliwości w postaci technik medytacyjnych.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Pomorzak




Dołączył: 20 Gru 2009
Posty: 17
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 21:28, 18 Lis 2010    Temat postu: Wielkość naszej Mistrzyni

Powyżej cytowane tekst wyśmiewające teozofię łączy jedna cecha - stylem sugerują znajomość tematu a obnażają własną ignorancję. Czy trzeba szukać ksiąg tybetańskich by z nimi polemizować? nie Smile Wystarczy przeczytać "Klucz do Teozofii". O ile pamiętam pod koniec Bławacka rozpatrywała kwestię kto nie jest prawdziwym teozofem. Właśnie tak to ujęła - nie pisała kto jest ale pisała kto nim nie jest. Zdawała bowiem sobie sprawę - co świadczy o jej wielkości - że ujęty przez nią prospekt teozofii może z czasem zostać zweryfikowany. Rozwój bowiem idzie do przodu, a wraz z rozwojem, kolejne spostrzeżenia mogą poszerzać naszą wiedzę i zmuszać do zweryfikowania spostrzeżeń dawniejszych. Dlatego nadając początek teozofii nie formułowała jej na sposób dogmatyczny, lecz oznaczyła ramy, które z pewnością przekroczyć nie powinien teozof. I tak można dziś mówić, że zamieszkiwanie planety Wenus przez inną rasę jest nonsensem. Dobrze, ale to nie jest nasz - teozofów problem. To raczej autorzy dogmatycznej wiary w biblię niech się siłują aby nadać metafizyczny sens fragmentom o potopie którego nie było. My nie musimy szukać sensu dla każdego ze słów naszej Mistrzyni. Ona nadała drogę, wskazała metodę poszukiwania bożej mądrości. Odkryła wiele prawd, których wciąż doświadczamy, zaś w tych nielicznych, w których nasze doświadczenia w obecnej wiedzy mogą być odmienne, szukamy i odkrywamy dalej. Ona bowiem to przewidziała, nie stawiała swej oceny jako dogmatu, nie pisała kolejnego "Świętego Pisma" o które głupcy toczą wojny.

Tym bardziej Jej spostrzeżenia są dla nas święte, gdy widzimy ich prawdę, nie podbudowywaną sztucznym autorytetem urzędu kościoła czy jakiejś loży. Miała odwagę opisać widzianą prawdę, a my dostrzec jej wielkość nie kierując się przesądami. Chwała Jej za to!


Ostatnio zmieniony przez Pomorzak dnia Czw 21:30, 18 Lis 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Immanuel
Administrator



Dołączył: 27 Cze 2010
Posty: 32
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Warszawa

PostWysłany: Nie 14:12, 21 Lis 2010    Temat postu:

Każdy ma swój rozum i własne rozeznanie. Żeby jednak wydać jakiś osąd, należy to coś poddawane osądowi, maksymalnie zgłębić. Zgadzam się z moimi przedmówcami. Ja myślę, że już autor pierwszego tekstu nie ma nic do powiedzenia w sprawach teozofii, poza jakimiś zasłyszanymi pseudo informacjami. Jeśli będziemy kierowali się takimi opiniami jak opinie Hołowni, to daleko nie zajdziemy. Znam doskonale opinię katolickich teologów na temat teozofii. Swojego czasu spotkała mnie nawet duża przykrość. Ja nie zwracam na takie opinie uwagi. Przyjmuję – nie wiedzą co mówią i czynią ci co je głoszą.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Teozofia.pl - nowa domena Strona Główna -> Pytania i odpowiedzi Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
gBlue v1.3 // Theme created by Sopel & Programosy
Regulamin